poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Teraz krótko - Bombowy Trypolis

http://www.libyaherald.com/?p=12968

Tylu ludzi już odtrąbiło zwycięstwo libijskiej "rewolucji". Jak się okazuje, lojaliści wierni Muammarowi Kaddafiemu (lub raczej Jego ideologii) nie próżnują i dopiero zaczynają wychodzić z cienia.

Chwała Zielonym !



niedziela, 19 sierpnia 2012

Po głębszym - Tere, ma olen eesti

Czyli, według Google Translatora- "Dzień dobry, jestem Estończykiem". Do wysunięcia tak odważnej tezy skłoniła mnie nie tylko niezmierzona ambicja nauki języka do niczego nie podobnego, ale także słowa arcybepe Michalika, które utwierdziły mnie nie tylko w przekonaniu o głupocie polskiego episkopatu, jak i że przyjemne jest życie ateisty.

Abepe Michalik w polskim Kościele pełni rolą dość znaczącą- jest mianowicie przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski. Można więc uznać, że w pewnym stopniu jego poglądy są odzwierciedleniem poglądów ogółu naszych purpurowych kacyków. Jest to postać dość szara i niezbyt wyrazista, jego główne osiągnięcie życiowe (przed awansem, naturalnie) to tron arcybiskupstwa przemyskiego. Podejrzewam że dla duchownego istnieją bardziej prestiżowe fuchy, no ale, Przemyśl ładne miasto.

Najbardziej znanym faktem z życia abepe Michalika jest jednak jego mało ewangeliczne podejście do policjanta- otóż ksiądz arcybiskup po chrześcijańsku załatwił panu władzy kopa w dupę z miejsca zatrudnienia w trybie prawie natychmiastowym za to, że delikwent zwracał się do niego per.. "proszę pana". Podczas rutynowej kontroli drogowej, lub zatrzymania pojazdu- za mocne przekroczenie prędkości. Temat do zgłębienia. Ale Kościół w Polsce ma coraz mniejsze znaczenie i dba o rozwój ewangelii i ogólnie o swoje owieczki.

Najbardziej znaczące były dla mnie jednak słowa TW Zefira (Polski Episkopat brzydzi się komunizmu, ale dla dobra Kościoła i wiernych można nawet kablować na nich do UB) wypowiedziane podczas spotkania z patriarchą Moskwy i całej Rusi Cyrylem. Nasz intelektualista uznał bowiem, że dzisiejsze społeczeństwo musi oczyścić się z "grzechów przeciw Bogu i uderzających w podstawowe prawa człowieka (sic!), takich jak- aborcja (?), eutanazja (?!) i... homoseksualizm (??!!)". Homoseksualizm to poważny cios w prawa człowieka, proszę księdza, zaś analne igraszki w małymi chłopcami to czynności misjonarskie. Ups...

Inna wypowiedź Michalika jest równie przewrotna - "(...) budowanie społeczeństwa bez Boga jest skazane na porażkę". W Europie dużo jest społeczeństw zlaicyzowanych, niewiele jednak stricte ateistycznych. Do tego grona należą między innymi- Albania, Czechy, Finlandia, Szwecja czy właśnie Estonia. O ile pierwszy przykład jest dość słaby, o tyle będąc w Estonii nie odczuwałem rozkładu społeczeństwa i koszmarnej demoralizacji. Odwrotnie, widziałem wielu wyluzowanych, cieszących się życiem ludzi, którzy na każdy sukces wolą ciężko zapracować, niż go sobie wymodlić. I, jak widać, Bóg wybrał tych cholernych ateistów, a nie swe wierne owieczki. Od dłuższego czasu Polacy nie mogą powiedzieć że mają potęgę, mogliby więc chociaż powiedzieć, że mają Boga. A teraz nawet i tego nie mamy. Bóg się od nas odwrócił, ludzie. Może czas odwrócić się od niego?

Oczywiście, że nie. Bo Polacy potrzebują swojego Boga. Bo gdyby go nie mieli, to wyglądalibyśmy tak jak Szwecja. A to byłby koszmar, bo mają publiczną służbę zdrowia, jeden z najlepszych systemów edukacyjnych na świecie, a także najwyższą bodaj w Europie przewidywaną długość życia i poziom zadowolenia z niego. PIEKŁO !

czwartek, 9 sierpnia 2012

Po głębszym - Stracone pokolenie

Bliżej niesprecyzowany moment przed historycznym wybuchem II wojny światowej. Polscy przywódcy decydują się pójść na rękę III Rzeszy i odstąpić korytarz gdański, a także pozwolić wchłonąć Wolne Miasto Niemcom. Rozpoczyna się normalizacja stosunków i zawarcie sojuszu polsko-niemieckiego. Gdy ZSRR decyduje się zaatakować Finlandię i Państwa Bałtyckie, sojusz wypowiada Stalinowi wojnę. Rusza wielka, antybolszewicka krucjata. Związek Radziecki, wciąż zdezorganizowany po czystkach, po jakimś czasie upada. Polska musiała odstąpić (koniec końców) Niemcom całość terytoriów wschodnich dawnej II Rzeszy, ale uzyskuje pokaźne nabytki na wschodzie- w przybliżeniu dzisiejszą Białoruś, Ukrainę, Świętą Ziemię Smoleńską, i przy cichej aprobacie Hitlera- Litwę. Mamy port nad Bałtykiem? Niedorozwinięty, w Palandze, ale jest! Mamy port nad Morzem Czarnym? No panie! Czyli Polska od morza do morza, jak Bóg przykazał.

Wśród polskiej młodzieży taka wizja historii alternatywnej posiada coraz szersze poparcie. Olewamy nienawiść Hitlera do Polaków (ogólnie- Słowian), przymykamy oko na Holocaust, który spokojnie będzie mógł się rozpocząć. Pomijając fakt współpracy z najobrzydliwszym reżimem w dziejach świata, dowodzi on totalnego analfabetyzmu historycznego u młodych. Dlaczego?

Polska w takich granicach utraciłaby Pomorze z wiernymi polskiej państwowości Kaszubami. Wielkopolskę, główny ośrodek początków państwa polskiego z Gnieznem, naszą pierwszą stolicą. Górny Śląsk, o którego polskość walczyli Polacy i Ślązacy w trzech krwawych powstaniach. A co uzyskalibyśmy w zamian? Tereny zamieszkałe w gigantycznej większości przez Białorusinów i Ukraińców, z czego ci ostatni wykazywali od XVII wieku małą radość z panowania Lachów. Stalibyśmy się mniejszością w efemerycznym państwie o dziwnych granicach, idealną kolonią dla Niemców, państwem słabym, buforowym, targanym przez konflikty wewnętrzne.

A co by było, gdyby Hitler napadł na Zachód? Gdyby do wojny ponownie przystąpił rozgoryczony Związek Radziecki (lub okrojona Rosja)? Lub tym bardziej- gdyby alianci wygrali? Polska byłaby tym, czym historycznie były Węgry, Rumunia, Chorwacja- sojusznikiem III Rzeszy. A z takimi nie liczono się wcale. Co więc by z tego dla nas wynikło? Polska w rozmiarach Królestwa Kongresowego czy może Republika Radziecka?

PiS, IPN, program nauczania historii i ogólny trend powodują, że młode pokolenie, zwłaszcza część wywodząca się z prowincji, staje się reakcyjne, konserwatywne i nietolerancyjne. Obowiązkiem młodego pokolenia jest bunt, niszczenie autorytetów, tworzenie własnych, niechęć do skostniałej władzy, ogólnie- Rage against the machine. Tymczasem doświadczamy czegoś odwrotnego- Rage FOR the machine. Młodym podoba się autorytaryzm w wydaniu Kaczyńskiego, rzucający w Niemców butelkami powstańcy warszawscy, Kościół katolicki na czele z Janem Pawłem II i sanacyjna Polska.

My, pokolenie urodzone po przemianach, staliśmy się bezkształtną masą, której kształt nadają prawicowi politycy. Wszyscy wyśmiewają się z kultu dynastii Kimów w Korei Północnej i nienawidzą Che Guevary, a z jeszcze większym namaszczeniem traktują Jana Pawła II- człowieka, który (pośrednio) odpowiada za więcej śmierci i nędzy niż Che i Kim razem wzięci. Papież jest osobą świętą, nienaruszalną. Gdy umierał, działo się dokładnie to samo, co ponad pół roku temu w Korei Północnej. Ptaki spadały z nieba, reporterki zalewały się łzami.

Wreszcie, podkreśla się fakt, że jesteśmy narodem skrzywdzonym. Niewątpliwie jest w tym trochę racji, mało kto dostawał po dupie tak, jak my (pomijam fakt, czy w znacznej części przypadków sami się o to nie prosiliśmy). Tylko dlaczego solidaryzujemy się z tymi, którzy krzywdzili nas i narody do nas podobne? Dlaczego usuwa się ulicę imienia Patrice'a Lumumby, człowieka, który walczył o wolność Konga i w jej imię zginął; człowieka, który nie miał kropli krwi na rękach? A dlaczego stawia się pomniki i nadaje nazwy ulic imienia Ronalda Reagana? Czołowego neoimperialisty, kapusia, człowieka, który bombardował Libię i wspierał krwawych dyktatorów takich jak Marcos, Pinochet, Stroessner?

Nowe pokolenie to stracone pokolenie. To pokolenie, które ma własną, wspartą przez IPN, wizję historii. Wystarczy przytoczyć to, co działo się niedawno na Powązkach, w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Na rozpaczliwe, błagalne przemówienie prezesa Związku Powstańców odpowiedziano "Precz z komuną". To o wszystkim świadczy. Oni mają w dupie tych niedołężnych starców. To ci łysi z Powązek są Powstańcami Warszawskimi. Tymi, którzy walczyli w Prawdziwym Powstaniu Warszawskim, a nie tym wykreowanym przez PRL i jej nowe wydanie- III RP.

wtorek, 24 lipca 2012

Po głębszym - Getto dla palaczy

Mało grup społecznych dostaje ostatnimi czasy tak po dupie jak palacze. Zakazy palenia w restauracjach, barach, kawiarniach, szpitalach (nawet psychiatrycznych, współczuję biedakom), zwiększanie cen wyrobów tytoniowych, coraz większe alienowanie jako osób "czyniących źle". Daleko mi do stwierdzenia, że pety nie są szkodliwe dla zdrowia, ale czy wokół nas nie ma gorszych czynników niekorzystnie wpływających na na życie?

Jeśli żyjemy w dużym mieście, dajmy na to Warszawie, wchodząc do kawiarni możemy cieszyć się przestrzenią wolną od dymu tytoniowego. Ale cóż z tego, skoro przed wejściem do niej, jak i po wyjściu, idziemy wzdłuż zakorkowanych, śmierdzących, pełnych spalin ulic? Dlaczego nie krytykuje się posiadaczy samochodów za produkowanie astronomicznych ilości dwutlenku węgla, zwykłego smrodu i zużywanie ropy, która jest nieoficjalnym powodem niejednego konfliktu? O wojny o pola tytoniowe jeszcze chyba nikt nie słyszał.

Dlaczego nie krytykuje się tak bardzo producentów żywności, którzy dodają do niej konserwanty, chemikalia i modyfikują ją, zmieniając w istocie jej właściwości, smak, a przede wszystkim wpływ na zdrowie? Tu można obrzucać się błotem. Od papierosów ma się raka, wypadają zęby, śmierdzi się jak popielniczka itp. Piłeczkę jednak łatwo odbić, zwłaszcza w kierunku zakochanych w zachodzie reprezentantów pokolenia JP2. Od chipsów się tyje, są rakotwórcze, od pepsi psują się zęby, po sosie w kebabie (a mięso w nim to wiadomego jest pochodzenia?!) można śmierdzieć niemiłosiernie. Generalnie wszystko co żrecie jest szkodliwe, bo zawiera konserwanty i inne chemikalia.

Krzykacze często stosują argument, że nie chcą łożyć na leczenie naszych nowotworów, raków i innych nieprzyjemnych schorzeń. Ja nie wypominam, że zbierając wszystkie kupione przeze mnie w życiu paczki fajek została zapewne wypłacona niejedna emerytura, dokładam do edukacji czy.. właśnie służby zdrowia?!

Paląc papierosy szkodzimy sobie i ludziom w naszym otoczeniu. Jeżdżąc samochodem dokładamy cegiełkę do degradacji klimatu, niszczenia zabytków, zużycia ropy naftowej- a co za tym idzie- każdy kierowca jest pośrednim mordercą, bo w imię zużywanego przez niego surowca wywoływane są konflikty, w których giną tysiące ludzi. I szkodzi tym nie tylko bezimiennej masie pieszych, walorom turystycznym i zdrowotnym miasta, nawet nie planecie (a chuj z planetą!). Szkodzi przez to wszystko sobie i swoim najbliższym. Nie mówiąc o utracie zdolności do ruszenia dupy do sklepu znajdującego się dwie przecznice dalej i przybieraniu na wadze. A pety wyszczuplają!

Horrendalne argumenty? Oczywiście że tak. Ale takie w większości są argumenty wojujących wrogów palenia. A teraz odpalę sobie papierosa, a wy wyrywajcie sobie włosy z głowy, że musicie łożyć na moje leczenie.

środa, 18 lipca 2012

Po głębszym - New kid on the block (to beat) - Iran

Rząd Izraela oskarżył Islamską Republikę Iranu o zorganizowanie zamachu na żydowskich turystów w Bułgarii. Zasadniczym problemem jest to, że nie jest to poparte żadnymi dowodami, ani nawet poszlakami, głównym motywem wydaje się być chorobliwa nienawiść Państwa Izrael do Iranu.

Państwu Żydowskiemu przewodzi w tym momencie najbardziej prawicowo-nacjonalistyczna koalicja w historii tego państwa. Niechętna jest jakimkolwiek porozumieniom z Palestyńczykami i grozi raz za razem Iranowi. Dopóki są to puste słowa, to niby nie ma czym się martwić, jednak ewentualny atak na Syrię i Iran spowodowałby bardzo poważne konsekwencje, nie tylko w regionie, ale i na świecie.

Nie jest tajemnicą, że IRI nie jest pozytywnie nastawiona względem Izraela. Prezydent Iranu, Ahmadineżad, mówił i "zmazaniu Izraela z mapy świata". Była to jednak pusta retoryka. Irańczycy nigdy w historii nie zorganizowali żadnego zamachu na Izrael, nie sabotował, nie niszczył. Raczej odwrotnie, to Państwo Żydowskie zabijało naukowców irańskich i urządzało "przypadkowe eksplozje" w siedzibach perskich instytutów naukowych. Iran jest państwem teokratycznym i poglądy fundamentalistyczne są tam na porządku dziennym, jednak w całej historii islamskiego terroryzmu, żaden z "męczenników" (miłośników plastiku i gustownych, dosłownie rozrywających, pasów) nie pochodził z Iranu. Saudyjczycy, Egipcjanie, Cyrenajczycy, Irakijczycy- Tak. Persowie- Nigdy.

To wszystko ewidentnie wygląda na kampanię medialną przeciw Iranowi. Islamską Republikę przedstawia się jako źródło wszelkiego zła, fundamentalizmu islamskiego i prześladowania kobiet. W tym kraju jednak sytuacja jest diametralnie lepsza niż w państwie naszych "sojuszników"- Arabii Saudyjskiej. Inwazja na Iran wydaje się bliższa niż kiedykolwiek, zwłaszcza z powodu kryzysu w cieśninie Ormuz, tym niemniej Izrael doskonale zdaje sobie sprawę z potencjalnych zagrożeń- Rosja i Chiny mogłyby odpowiedzieć bardziej zdecydowanie, niż jedynie pogrożeniem palcem. Z Persów robi się dzikusów, zapominając przy tym, że jest to naród z blisko 4-tysiącletnią historią państwowości i kultury.

Nie wierzę w teorie spiskowe i sfery rządzące Iranem nie są z mojej operetki. Tym niemniej, nie widzę powodu dalszej destabilizacji świata. To szowinistyczna koalicja rządząca jest wielkim niebezpieczeństwem dla świata, nie ajatollahowie. Zresztą, Izraelowi jest bliżej niż kiedykolwiek, by z państwa wyznaniowego uczynić jawną teokrację- popularność i jawne poparcie partii premiera Netanjahu zdobywają koncepcje oparcia systemu prawnego na Talmudzie i odtworzenie Sanhedrynu jako izby wyższej parlamentu.

Ręce precz od Iranu !

wtorek, 17 lipca 2012

Po głębszym- Syria

W związku z tym że w każdej chwili możemy obudzić się w nowej rzeczywistości w Syrii, lepiej pisać o niej teraz- najwyżej te słowa będą miały, dość znikomą, ale zawsze, wartość historyczną.

W tym momencie trwają starcia w Damaszku. Rzecznik Syryjskiej Rady Narodowej stwierdził, że nie jest to właściwa bitwa o stolicę, a tylko próba dezorganizacji stołecznej armii i jednostek służb bezpieczeństwa. Ale z dużej chmury mały deszcz. Gdy w sierpniu 2011 roku w Trypolisie wojska lojalne Muammarowi Kaddafiemu kończyły tłumić wewnętrzną, jednodzielnicową rewoltę, wystarczyła niewielka zdrada- i wszystko się posypało. Podobnie, niestety, może być w Damaszku.

Głównym problemem syryjskiej opozycji jest jej fragmentaryczność. Owszem, istnieje SRN i Wolna Armia Syryjska- to jednak kropla w morzu. Istnieje cała gama organizacji dżihadystycznych, a także oddziałów względnie świeckich- nieuznających jednak zwierzchnictwa cywilnego SRN. W razie zwycięstwa powstania może być jeszcze gorzej niż w Libii- tym bardziej, że rebelianci nie zajęli żadnego liczącego się miasta.

Syria nie jest krajem stosunkowo jednolitym religijnie i etnicznie. Żyją tu sunnici, szyici, alawici ("grupa trzymająca władzę") i chrześcijanie, dzielący się na Arabów, Ormian, Kurdów czy nawet Greków. Poszczególne grupy opozycyjnie oficjalnie wzywają do nienawiści i mordowania mniejszości, więc można sobie wyobrazić, co będzie się działo, jeśli rebeliantom się uda. Straszono nas obrazkiem Kaddafiego zdobywającego Benghazi. Tu może dojść do ludobójstwa i czystek etnicznych, przy pełnej aprobacie Zachodu (słynne hasło rebeliantów- "Chrześcijanie do Libanu, alawici do trumny").

Właśnie media pełnią w tym konflikcie najgorszą funkcję. Saddama przedstawiano jako zjadacza noworodków (dziwnym trafem, ten trop nie spotkał się z aprobatą dziennikarzy śledczych w sprawie pomocnictwa matce Madzi), Kaddafiego jako gwałciciela, zaś z Assada robi się zwykłego mordercę. Szary widz TVN24 nie pomyśli, że to nielogiczne, że przywódca państwa urządza egzekucje własnym obywatelem, chcąc mieć jak najszersze poparcie i, koniec końców, pozostać przy władzy.

W dupie mam syryjską opozycję, która uważa że walką zbrojną, podkładaniem bomb i mordowaniem innowierców wywalczy demokrację. Przeraża mnie postawa Zachodu, który walczy o utworzenie nowych gniazd terroryzmu. I zniszczenie dziedzictwa historycznego na skalę światową.

Niech żyje Assad, a Clinton zawsze dziewica.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Po głębszym - Jądro ciemności

Dosłownie parę chwil temu przeczytałem na pewnym znanym portalu wiadomość o niefortunnym wpisie Janusza Korwin-Mikkego. Faktem jest, że pan JKM nie stanowi dużego zagrożenia dla polskiego parlamentaryzmu, jednak w internecie potrafi wywołać burzę. I tu właśnie jest Madzia pogrzebana. W Polsce można praktycznie bezkarnie wylewać pomyje na osoby transseksualne, homoseksualistów, Żydów czy muzułmanów- powoduje to najczęściej nierówną młóckę (oczywiście na korzyść producentów guana). Czym innym jest jednak atak na wiarę chrześcijańską w swym najwspanialszym, watykańsko-polskim wydaniu- katolicyzm. Autorów niepochlebnych lub wręcz obraźliwych komentarzy ciąga się po sądach, każe płacić grzywny ustanawiane de facto arbitralnie przez sąd, potem zaś uzyskują stygmę ze strony miłośników podtapiania dzieci.

Tak chętnie mówimy że nie jesteśmy krajem leżącym w Europie Wschodniej, walczyliśmy o zniesienie w geografii pojęcia "Europa Środkowo-Wschodnia"; że nasze państwo należy do cywilizacji łacińskiej/Zachodu- ale czy to nie tam narodził się nowoczesny liberalizm? Egalitaryzm? Tolerancja? We Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy Szwecji nie wolno bezkarnie obrzucać gównem mniejszości narodowych, religijnych czy seksualnych.Tak jak u nich, istnieją u nas gwarancje konstytucyjne ochrony przed dyskryminacją. Tylko kogo obchodzi dyskryminacja pedałów, gdy trzeba walczyć o Boga, Jego syna i Ducha Świętego (w Trójcy jedynych!*), Kościół i wszystkich naszych katabasów?

Polska to najwyraźniej dalej Ciemnogród i Katolistan. W Europie Zachodniej nie ma dyskusji na temat in vitro, badań nad komórkami macierzystymi, związkami partnerskimi. To są sprawy już dawno pozałatwiane. Tylko u nas są to realne tematy. No i Madzia.

*ojciec będący naraz synem; syn będący ojcem- schizofreniczne rozważanie idem per idem